03 lutego
2012 08:28
Jeden z naszych Czytelników za pośrednictwem tejże wiadomości chciałby przedstawić swój punkt widzenia.
Historia nadesłana przez Piotra* powstała na kanwie wydarzeń z Magdą, jednak posłużyła jedynie do naświetlenia problemu.
Zastanawialiśmy się czy opublikować na łamach PETERBORO.PL to co przysłał nam Piotr doszliśmy jednak do wniosku, że w gruncie rzeczy problem opisany poniżej w rozmaitych sytuacjach dotyka wielu Polaków, nie tylko w Peterborough, ale też w całej Anglii. A także i tych rozsianych po świecie, tyle się przecież mówi o "życzliwości" Polaków względem rodaków. Zapraszamy zatem do czytania:
Niedawno w ogłoszeniach wystawiłem na sprzedaż laptopa. Zadzwoniła miła Pani, potwierdzając chęć zakupu, przedstawiła sie jako Magda, mieszkająca na ulicy Meadenvale. Okazało się, że mieszkamy niedaleko siebie, więc miała mnie odwiedzić tego samego wieczoru, by dokonać transakcji.
Magda przyszła o umówionej porze. Na oko 30-latka, niewysoka, o farbowanych rudych włosach, z kolczykiem nad górną wargą. Była razem z córeczką. Miło im obu z oczu patrzyło, więc laptop został sprzedany poniżej moich oczekiwań, ale w tamtym akurat momencie potrzebowałem gotówki i postąpiłem w myśl zasady "gentleman przecież nie odmawia kobiecie". Zaproponowałem również w komplecie elegancką, praktycznie nową torbę do laptopa o wartości ponad 20 funtów za kwotę niższą niż połowa ceny, a więc wspomniane w tytule 7 funciaków. Magda się ucieszyła, choć nie miała przy sobie więcej pieniędzy więc ustaliliśmy, że skoro mieszkamy niedaleko siebie, to spotkamy się niebawem, aby mogła mi owe 7 funtów zwrócić.
Dwa dni później zobaczyłem ją w lokalnym sklepie, uśmiechnąłem się życzliwie, ale odwróciła głowę udając, że mnie nie widzi. Cóż, wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale po wyjściu ze sklepu zadzwoniłem do niej przeczuwając, że coś jest nie tak. Nie doczekałem się żadnej odpowiedzi, ani tego dnia, ani tez następnego, zostałem po prostu całkowicie zignorowany, jakby mnie, ani naszej transakcji w ogóle nie było.
Moja wiara w ludzi po raz kolejny została zachwiana. W żadnym wypadku nie chodzi o pieniądze, ale o sam fakt. Poza tym, litości, toż to nie 700 czy choćby 70, ale głupie 7 funtów! Jak nisko należy upaść? Gdzie się podziało zaufanie, życzliwość, dobre słowo, moralność? Czy wszystkie uniwersalne wartości już upadły? Czy doprawdy warto zachowywać się w ten sposób? Ta sytuacja skłoniła mnie do przemyśleń, czy sam potrafiłbym zachować się podobnie? Jeśli tak - we własnych oczach utraciłbym godność i szacunek do samego siebie. W moim odczuciu dane słowo ma większą wartość niż pieniądz.
Oczywiście pieniędzy od Magdy żadnych nie chcę, zaś laptop (notabene sprzedany za 60-70% wartości...) niech jej służy jak najdłużej i jak najlepiej. Celem tej opowieści jest to, aby nakłonić czytelników do zastanowienia się nad swoim postępowaniem względem rodaków na obczyźnie. Nie od parady przylgnęła do nas mało atrakcyjna etykieta wilka dla innych, ale na Boga, postarajmy się to zmienić, zamiast czynnie brać w tym udział.
Zdaję sobie sprawę, że historia jest błaha, ale nie o to tutaj chodzi, posłużyła jedynie za przykład. Kończąc pozdrawiam tych, którzy uchwycili prawdziwy sens tego wyznania i podzielają moje zdanie. Jesteśmy na obcej ziemi, bądźmy dla siebie wsparciem i trzymajmy się razem zamiast podkopywać sobie dołki mając rodaka za nic. Zapraszam też do ewentualnej dyskusji.
* imiona zostały zmienione
Jeżeli chciałbyś podzielić się z nami swoją historią zapraszamy pod adres mailowy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub GG: 9889879 (wystarczy wkleić treść, która zostanie opublikowana po pozytywnej weryfikacji)
| « poprzednia | następna » |
|---|








Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.